sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 12

Rano wzięłam szybki prysznic, ubrałam czarne rurki i seledynową bokserkę oraz pomalowałam się delikatnie. Samolot miałam dopiero po południu więc miałam jeszcze trochę czasu.Zeszłam do kuchni i zjadłam śniadanie i szybko umyłam zęby ,wróciłam na dół. Włączyłam telewizję na kanale muzycznym i zadzwoniłam po taksówkę.Walizkę spakowałam dzień wcześniej.Półgodziny później auto stało już pod moim domem.Wyszłam na zwenątrz i zamknęłam drzwi.Taksówkarz a raczej taksówkarka pomogła mi z bagażem.Podczas drogi byłam strasznie zdenerwowana.Już jutro go zobaczę!To było jedyne zdanie które krążyło po mojej głowie. Amy bo tak miała na imię taksówkarka była bardzo miła.
Amy: Ale jesteś zdenerwowana. Chłopak?
Ja: Tak jadę do Berlina na jego koncert.
Amy: Do Berlina? Na koncert tego....Justina Biebera?
Ja: Tak skąd pani wiedziała?
Amy: Moja córka jest jego fanką i w domu o niczym innym nie mówi.
Ja: Ile lat ma pani córka?
Amy: Za równe 2 tygodnie kończy 13.
Ja: W ten dzień Justin ma koncert na zakończenie trasy w Warszawie.
Amy: Tak wiem chciała iść jako prezent ale nie zdążyłyśmy kupić biletu.
Wtedy mnie olśniło przecież dostałam od Jussa kilka dodatkowych biletów na wszelki wypadek.Zajrzałam do torebki i akurat miałam 3 bilety.
Ja: Niech pani je da córce.-Podałam bilety kobiecie.
Amy: Nie mogę ich wziąć.
Ja: Proszę niech pani to dla mnie zrobi.Dziewczyna się ucieszy.
Amy: No dobrze bardzo Ci dziękuję.Jeżeli mogę spytać dlaczego to robisz?
Ja: Bo sama kiedyś byłam jak pani córka i wyszło mi to na dobre.
Amy: Nie wieże że robisz to wszystko a nawet jej nie znasz.
Ja: Chcę aby jej marzenia się spełniły bo na to zasługuje jak każdy.
Amy: Już jesteśmy dziękuję Ci za to wszystko.
Kobieta wyjęła moje walizki i mnie uściskała.Weszłam do budynku i kierowałam się w stronę odpraw.Wszystko poszło sprawnie i już po 30 minutach siedziałam w samolocie.Lot trwał tylko 2 godziny.Zanim się obejrzałam już lądowaliśmy.Wysiadłam z samolotu, odebrałam bagaże i szukałam moich rodziców jednak ich nigdzie nie było za uwarzyłam jednak mężczyznę z kartką na której widniał napis "Kaitlin Morf".Czyli rodzice nie mieli czasu odebrać mnie z lotniska i przysłali kogoś po mnie.Podeszłam do mężczyzny który przedstawił się jako Bruce -asystent nowego współpracownika mamy. Mężczyzna wziął moją walizkę i zaprowadził mnie do samochodu.Droga minęła w ciszy.Podjechaliśmy pod hotel gdzie roiło się od krzyczących dziewczyn i fotoreporterów.W tłumie zauważyłam kogoś przepychającego się przez resztę ludzi.Chociaż nie widziałam twarzy rozpoznałam w tej osobie Justina.
Ja: Bruce możesz kawałek odjechać.
Bruce: Tak. A jeśli można wiedzieć to dlaczego?
Ja: Widzisz tego gościa-Wskazałam na Jussa.Towarzysz kiwną głową.-To mój chłopak który nie wie że tu jestem i na razie ma się nie dowiedzieć.
Bruce: Niespodzianka?
Ja: Dokładnie.
(...)
Gdy weszłam do wskazanego pokoju wyjęłam szybko jakieś ciuchy z walizki i udałam się do łazienki.Wzięłam szybki i orzeźwiający prysznic.Wychodząc z kabiny owinęłam się ręcznikiem.Usłyszałam dźwięk dzwonka dochodzący z mojego telefonu.Podeszłam do niego i odebrałam nie zwracając uwagi na to kto dzwoni.
Ja: Halo?
Justin: Cześć słońce.
Ja: Hej kochanie.Wreszcie znalazłeś dla mnie chwilę.
Justin: Kaitlin przecież wiesz że nie miałem czasu.Bardzo chciałbym być teraz przy tobie.
Ja: Tak wiem.Przepraszam ale strasznie za tobą tęsknię.
Justin: Ja też.Jeszcze tylko 2 tygodnie.Następnym razem biorę Cię ze sobą.Kochanie muszę kończyć zaraz mam wywiad.
Ja: ok.Kocham cię.Pa.
Justin: Ja ciebie też.
Po rozłączeniu odetchnęłam z ulgą.Ubrałam piżamę i położyłam się spać chociaż było wcześnie strasznie chciało mi się spać.Jak tylko weszłam do łóżka od razu zasnęłam.
Obudziłam się o 10."Dziś go wreszcie zobaczę"to była moja pierwsza myśl.Wstałam i podreptałam do łazienki gdzie umyłam zęby i twarz oraz nałożyłam lekki makijaż.Z walizki wyjęłam czerwoną koszulkę,  jeansowe spodenki i czarne buty za kostkę .Ubrałam się i wyszłam z pokoju na śniadanie.Jak na złość On tam był.Chciałam do niego podbiec i przytulić ale musiałam się powstrzymać.Wdziałam jak się uśmiecha ale to nie był szczery uśmiech.Zjadłam szybkie śniadanie i wyszłam z hotelu.Zatrzymałam taxi i podałam adres pod którym umówiłam się z rodzicami.Gdy dojechałam na miejsce i ujrzałam ich uśmiech sam wkradł mi się na twarz.Wysiadłam, zapłaciłam i ruszyłam w stronę rodziców.Od razu rzuciłam się na mamę a potem na ojca.
Mama: Hej córuś.
Ja: Cześć.
I jak zawsze zadzwonił telefon mamy.Zrobiło mi się trochę smutno bo zawsze praca była ważniejsza.Po chwili wróciła do nas.
Mama: Muszę lecieć.Chcą zmienić warunki umowy.Przepraszam kochanie.
Ja: Ok idź zostanę z tata.
Mama: Pa kocham was.
"My ciebie też" odpowiedzieliśmy razem i mama zniknęła nam z oczu.
Ja: Idziemy na lody?
Tata: Ok. Ale nie wiem gdzie jest lodziarnia.
Ja: Chodź do parku coś znajdziemy.
Park był niedaleko i już po chwili w nim byliśmy.
Tata: Jak ci się układa z Justinem?
Ja: Tatooo...
Tata: No co już nie mogę spytać?
Ja: Nie bój się jeszcze dziadkiem nie zostaniesz.Raczej...
Tata: Co?!
Ja: Tylko żartowałam nie denerwuj się tak.
Tata: Lepiej już tak nie żartuj.
Doszliśmy do lodziarni i kupiliśmy sobie lody.Do 13 30 spacerowaliśmy po parku śmiejąc się razem.
Ja: Tato mam do ciebie prośbę.
Tata: Tak?Jaką?
Ja: Mógłbyś pogadać z mamą?
Tata: O czym?
Ja: O pracy za dużo czasu tam spędza.Michał prawie jej nie widuje nawet weekendy spędza przed komputerem albo papierami.On jest jeszcze dzieckiem potrzebuje matki.
Tata: Wiem ale mama ma całą firmę na głowie.
Ja: Rodzinę też ma.
Tata: Zobaczę co da się zrobić.
Ja: Dziękuję.I mam jeszcze jedną prośbę podwieziesz mnie do hotelu?
Tata: Jasne przecież mieszkamy w tym samym hotelu.
Ja: No tak.
W pokoju byłam o 14 a koncert zaczynał się o 15 30 więc miałam mało czasu.Szybko podeszłam do walizki z której wyjęłam koszulkę z napisem "Kocham cię ty mój Bieberku" i czarne szorty.Wzięłam prysznic i pomalowałam się (kredka,tusz i błyszczyk).Włosy wysuszyłam i zostawiłam naturalne.Założyłam buty, wzięłam torebkę i wyszłam z pokoju.Drzwi obok moich otworzyły się i tyłem do mnie stanął chłopak.Szybko wróciłam do pomieszczenia i zamknęłam za sobą drzwi."Co on tu robi za 40 minut na być na scenie" pomyślałam opierając się o drzwi.Po chwili na korytarzu zrobiło się cicho.Wyszłam i szybko skierowałam się do drzwi wyjściowych.Złapałam taxówke i podałam miejsce koncertu.Na miejscu było pełno ludzi próbujących kupić bilety.Było mi ich żal bo nikomu się to już nie udało.
(...)
Koncert zaczął się piosenką Love Me, Później było Boyfriend, Somebody to Love i jeszcze kilka innych.I w końcu One Less Lonley Girl dziewczyny zaczęły piszczeć i krzyczeć.Podeszła do mnie jakaś kobieta.
Kobieta: Zostałaś wybrana na dziewczynę z piosenki!!!
Ja: JA?!
Kobieta: Tak Ty. Chodź ze mną!
Nieznajoma złapała mnie za rękę i pociągnęła za scenę.Stała tam również Pattie.
Pattie: Kaitlin? Co ty tu robisz?
Ja: Niespodzianke dla Justina!
Pattie: Napewno się ucieszy.
Ja: Mogłabym wyjść chwile wcześniej i go trochę wystraszyć?-Zapytałam z cwaniackim uśmieszkiem.
Pattie: Jasne leć już teraz.
Ja: Dziękuję.
Podeszłam do wejścia jak się spodziewałam Justin był jeszcze u góry.Pokazałam publiczności żeby była cicho i schowałam się za małym filarem.Gdy Juss stał do mnie tyłem podbiegłam do niego i wtuliłam się od tyłu mówiąc
Ja: Tęskniłam kochanie.
Justin: Sorry mam dziewczynę.-Mówił szeptem powoli się do mnie odwracając.
Ja: Wiem.
Tancerze podali mu kwiaty które mi wręczył i dokończył piosenkę.
Justin: Musze im wreszcie powiedzieć-powiedział szybko i mnie pocałował.Rozległy się krzyki przypominające "Justin kto to jest!" lub "Dlaczego ją całujesz!"-To jest Kaitlin moja dziewczyna.Najwspanialsza dziewczyna którą poznałem i kocham ją więc mam nadzieję że też ją za akceptujecie bo każda Beliber jest dla mnie ważna.
Zbiegliśmy ze sceny i udaliśmy się do garderoby Jussa.
Justin: Co tu robisz?
Ja: Jak to co? Jetem na koncercie JUSTINA BIEBERA!
Justin: Musi być bardzo przystojny jak się tak cieszysz.
Ja: Nawet nie wiesz jak bardzo.
Justin: Tak myślałem że wolisz go ode mnie.-Wydął dolną wargę.
Ja: No masz racje on lepie całuje...-Zrobiłam rozmarzone oczy.-Nie fochaj żartowałam.
Justin: To z całowaniem mi pasowało.-podszedł do mnie i pocałował namiętnie.
Ja: A czy ty przypadkiem nie masz koncertu?
Justin: Mam.-I znów całus.
Ja: To może idź na scenę?
Justin: Chodź za mną.
Ja: A ja tam po co?
Justin: No chodź.Boje się sam.
Ja: Zrobisz coś dla mnie.
Justin: Hm?
Ja: Zaśpiewasz U Smile? Uwielbiam tą piosenkę i czekam od początku.
Justin: Dla ciebie wszystko kochanie.
Pociągnął mnie a sobą.Jejku jak on wytrzymuje te krzyki?Śpiewał parząc prawie cały czas w moje oczy.Pośpiewał jeszcze trochę a potem poszedł się przebrać i na M&G.Ja w tym czasie rozmawiałam z Pattie. Po 3 godzinach Juss wrócił do mnie.
Justin: Kiedy przyjechałaś?
Ja: Wczoraj po południu.
Justin: A gdzie spałaś?
Ja: Prawie tam gdzie ty.To znaczy za ścianą.
Justin: Jakoś Cie nie za uwarzyłem.
Ja: Widzisz? Jestem jak James Bond.
Justin: Wracamy mój Jamsie Bondzie( nie wiem jak to się pisze ; D).
Pojechaliśmy do hotelu i Juss oczywiście zaprowadził mnie do swojego pokoju a raczej apartamentu.
Justin:Zostaniesz na noc?-Och te jego oczy i co teraz? Muszę być twarda!
Ja: No nie wiem,nie wiem...
Justin: Czy ty chcesz żeby mnie potwory spod łóżka porwały?
Ja: Jakie potwory?
Justin: No Wczoraj wyszły i powiedziały że jak dziś będę sam to dziś też przyjdą.
Ja: Ok zostanę a te bajki o potworach zostaw dla dzieci.
Justin: Dzieci? Kay chcesz mi coś powiedzieć?
Ja: Tylko tyle że cię kocham.
Justin: Na pewno?
Ja: Tak.A nie chciałbyś dzieci?
Justin: Chyba jeszcze nie teraz.Musimy skończyć szkołę,dzieci to duży obowiązek.A ty byś chciała?
Ja: Nic na siłę.I wiesz muszę jeszcze ojca poszukać bo sama sobie dziecka nie zrobię.
Justin: Ej a ja to co?
Ja: Och no tak zapomniałam o tobie.Zaliczasz się do rezerwowych,może..
Justin: Pff...-Złożył ręce na piersi i odwrócił się ode mnie.
Ja: Przecież wiesz że chcę mieć z tobą dzieci.-Przytuliłam się do niego.
Justin: To bierzemy się do roboty!
Zaczął mnie całować.Po zbliżeniu położyłam się na jego klatkę piersiową.
Ja: Kocham Cię.
Justin: Ja Ciebie też nawet nie wiesz jak bardzo.
Oboje zasnęliśmy wtuleni w siebie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam was że tak długo nie było miałam trochę problemów rodzinnych ale już jest ok i będę starać się częściej dodawać rozdziały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz