piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 13

Rano obudziłam się sama w łóżku.Zaniepokojenie mi przeszło gdy usłyszałam odgłos wody uderzające o kafelki i śpiew.Wstałam i założyłam koszulę Justina wcześniej sięgając ją z podłogi.Złapałam jakąś kartkę i długopis pisząc "Jestem u siebie jak skończysz przyjdź do mnie. Kocham Cię <3 Kay".Wzięłam jeszcze moje ciuchy,bluzę Jusa i telefon i wyszłam kierując się do swojego pokoju.Wygrzebałam z walizki czarne rurki i białą bluzkę z czarnymi napisami.W łazience napełniłam wannę wodą, wlałam olejek arbuzowy i zrobiłam pianę.Zdjęłam z siebie ubrania i wskoczyła do wody.Zapach olejku rozniósł się po pomieszczeniu.Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam muzykę zamykając oczy.

*Z punktu widzenia Justina*

Obudziłem się widząc śpiącą jeszcze Kaitin.Wyśliznąłem się z jej uścisku idąc do łazienki.Rozebrałem się i wgramoliłem pod prysznic.Na dłoń nalałem trochę płynu i myłem swoje ciało podśpiewując pod nosem.Następnie umyłem włosy i spłukałem całą powstałą pianę.Opuściłem kabinę owijając ręcznik wokół bioder i wróciłem do pokoju w którym wcześnie spała moja ukochana.Zamiast dziewczyny leżała karteczka.Chciałem już do niej pójść jednak lepiej się najpierw się w coś ubrać.Wyjąłem czarne rurki,czarną
koszulkę,czerwone buty i bokserki.Założyłem przygotowane ubrania, spodnie oczywiście opuszczone przez co moje bokserki widziały światło dzienne.Złapałem telefon oraz czerwoną czapkę i wyszedłem z pokoju.
otworzyłem drzwi obok i wkroczyłem do środka rozglądając się.Nie widząc jej nigdzie wszedłem do łazienki.Relaksowała się leżąc w wannie.Podszedłem i złożyłem czuły pocałunek na jej malinowych ustach.

*Powracamy do Kaitlin*

Leżałam nucąc pod nosem piosenki które słuchałam.W pewnym momencie poczułam że ktoś mnie całuje przestraszyłam się nie wiedząc kto mnie tak atakuje ale poczułam ten wyjątkowy zapach i odwzajemniłam pocałunek.Justin próbował go pogłębić jednak odsunęłam się i cmoknęłam go.Zdziwiłam się trochę gdy stał nade mną ze słodką minką.
Ja: Mów przecież widzę że coś chcesz.
Justin: Mogę do ciebie?
Ja: A z jakiej to racji?
Justin: Prrroszee...
Ja: No dobra.Wskakuj.
Z zawrotną prędkością zdjął ubrania i już był koło mnie.Wtuliłam się w chłopaka i przymknęłam oczy.Jak się spodziewałam Juss zaczął całować moją szyję.Podobało mi się to jednak wiedziałam do czego to prowadzi. Ja: Mógłbyś przestać?
Justin: A co ja robię?-Wyszeptał koło mojego ucha.
Ja: O ty już dobrze wiesz co. Uważaj bo narobisz Jerremu nadziei.
Justin: I to był bardzo dobry argument.
Ja: Masz dzisiaj jakiś wywiad czy coś?
Justin: Nie dziś mam wolne.
Ja: To fajnie bo wieczorem mam samolot.
Justin: Już dzisiaj?
Ja: A co myślałeś? Szkoła kochaniutki szkoła.
Justin: Zapomniałem ci wcześnie powiedzieć że jak trasa się skończy wrócę z chłopakami.
Ja: Wreszcie ich poznam.
Justin: I mam też złe wiadomości.
Ja: Jakie?
Justin: Luz mam jeszcze tylko dziś i jutro a potem nie wiem czy będę miał czas chociażby pisać.
Ja: Damy rade. Ale potem nie wypuszczam cię nigdzie przez 3 dni.
Justin: Kocham Cię.
Ja: Ja ciebie też.Chodź bo już Cię pewnie szukają.
Wyszliśmy z wanny i ubraliśmy się.Przed drzwiami stał zdenerwowany Scoot. Mężczyzna pukał do drzwi pokoju Justina.
Justin: Nie otwiera?Spróbuj tak: Justin ty najprzystojniejszy i najseksowniejszy na całym świecie mężczyzno.Wiem że jestem niegodny na twoją uwagę ale proszę otwórz drzwi.-Ledwo mogliśmy powstrzymać śmiech.
Scoot: Bieber nie pogrywaj sobie.Gdzieś ty był dobijam się do Ciebie od pięciu minut!
Justin: Musiałem się wykąpać...-Na moich policzkach pojawiły się lekkie rumieńce.
Scoot: Ok nie wnikam ale pamiętaj że masz dziś wywiad.
Justin: Co!? Przecież mówiłem że dziś chce mieć wolne!Nie możesz go przełożyć na jutro?
Scoot: Zobaczę co da się zrobić ale nic nie obiecuje.
Wdziałam że Juss jest bliski wybuchnięcia więc wolałam go stamtąd zabrać.
Ja: To my już lepiej pójdziemy.
Pa Scooter.
Scoot: Narazie mała.
Ja: Chodź Justin-Złapałam go za nadgarstek i pociągnęłam w stronę wyjścia.
Justin: Gdzie idziemy?
Ja: Do parku.Musisz trochę wyluzować.Spędzimy trochę czasu jak normalni nastolatkowie.
Justin: Ale na lody pójdziemy?
Ja: Ok.
Przez całą drogę śmialiśmy się i wygłupialiśmy jak dzieci. Znaleźliśmy budkę z lodami.
Justin: Poczekaj chwile pójdę po lody.-Usiadłam na ławeczce.Przyglądałam się dzieciom bawiącym się na placu niedaleko. Mimowolnie się uśmiechnęłam.-Kaitlin jesteś tutaj?
Ja: Hm? A tak przepraszam zamyśliłam się.
Justin: Też kiedyś będziemy mieli takie maluchy.Tak naprawdę nigdy cię nie pytałem jakie masz plany na przyszłość.
Ja: Wiesz co? Za miesiąc kończę 18 lat i nie wiem co mam zrobić.Na pewno skończę liceum a potem nie wiem.Może jakieś studia?A ty? Nigdy nie chciałeś być kimś więcej niż piosenkarzem?
Justin: Jakoś nie zastanawiałem się nigdy nad tym.Od 12 roku życia zajmuje się muzyką na poważnie.Przyzwyczaiłem się do takiego życia.Dobra wracamy mam dla ciebie niespodziankę.O której masz samolot?
Ja: 20.
Justin: Idealnie.
Ja: Powiesz mi co to będzie?
Justin: Nie bo to ma być niespodzianka.
Po kilku minutach byliśmy już w budynku.Weszłam do pokoju.Na łóżku leżało pudełko, otworzyłam je, w środku była piękna turkusowa sukienka opuszczana w tali.I karteczka z napisem "Za godzinę przed pokojem, Załóż ją, Kocham cię Justin <3".Ten wieczór pięknie się zapowiada.Wzięłam sukienkę i bieliznę i popędziłam do łazienki gdzie się wykąpałam.Założyłam przyniesione ubrania oraz wysuszyłam włosy, zostawiłam je naturalnie i zajęłam się makijażem.Zrobiłam kreski kredką do oczu ,rzęsy przejechałam maskarą i usta błyszczykiem malinowym.Gdy skończyłam miałam jeszcze 10 min więc postanowiłam zadzwonić do Marysi.
<rozmowa telefoniczna>
Ja: Hej kochana.
Marry: O Kaitlin jak dobrze że dzwonisz.
Ja: Uuu Co takiego się wydarzyło?
Marry: Poznałam bardzo przystojnego chłopaka.
Ja: Co?Gdzie?Jak?Kiedy? Opowiadaj.
Marry: No więc wczoraj w parku. Wpadłam na niego jak jechał na desce.
Ja: Umówiłaś się z nim prawda?
Marry: No jasne idziemy do kina a potem kto wie?
Ja: Tylko grzecznie mi tam nie chce jeszcze zostać ciocią.Ja muszę kończyć Justin coś przygotował i z jego genialnymi pomysłami trochę się boję.
Marry: Ty też uważaj.
Ja: Dobra,widzimy się jutro PaPa.
Marry: Pa baw się dobrze.
<koniec rozmowy>
Założyłam srebrne szpilki wpakowałam jakieś pierdoły do torebki i wyszłam.Przed pokojem nie stał Justin tylko jakiś mężczyzna w garniturze i białych rękawiczkach.
Mężczyzna: Panienka pozwoli?
Ja: Oczywiście.
Złapał mnie za rękę i zaprowadził do windy.Jechaliśmy w górę aż winda się nie zatrzymała.Wyszłam z niej sama.Byłam na dachu w otoczeniu grządek kwiatowych wśród których był stolik na którym stały świeczki a obok wiadro z lodem i szampanem.W czasie analizowania otoczenia poczułam ciepłe dłonie oplatające mój brzuch...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że taki krótki ale następny pojawi się prawdopodobnie jutro.


sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 12

Rano wzięłam szybki prysznic, ubrałam czarne rurki i seledynową bokserkę oraz pomalowałam się delikatnie. Samolot miałam dopiero po południu więc miałam jeszcze trochę czasu.Zeszłam do kuchni i zjadłam śniadanie i szybko umyłam zęby ,wróciłam na dół. Włączyłam telewizję na kanale muzycznym i zadzwoniłam po taksówkę.Walizkę spakowałam dzień wcześniej.Półgodziny później auto stało już pod moim domem.Wyszłam na zwenątrz i zamknęłam drzwi.Taksówkarz a raczej taksówkarka pomogła mi z bagażem.Podczas drogi byłam strasznie zdenerwowana.Już jutro go zobaczę!To było jedyne zdanie które krążyło po mojej głowie. Amy bo tak miała na imię taksówkarka była bardzo miła.
Amy: Ale jesteś zdenerwowana. Chłopak?
Ja: Tak jadę do Berlina na jego koncert.
Amy: Do Berlina? Na koncert tego....Justina Biebera?
Ja: Tak skąd pani wiedziała?
Amy: Moja córka jest jego fanką i w domu o niczym innym nie mówi.
Ja: Ile lat ma pani córka?
Amy: Za równe 2 tygodnie kończy 13.
Ja: W ten dzień Justin ma koncert na zakończenie trasy w Warszawie.
Amy: Tak wiem chciała iść jako prezent ale nie zdążyłyśmy kupić biletu.
Wtedy mnie olśniło przecież dostałam od Jussa kilka dodatkowych biletów na wszelki wypadek.Zajrzałam do torebki i akurat miałam 3 bilety.
Ja: Niech pani je da córce.-Podałam bilety kobiecie.
Amy: Nie mogę ich wziąć.
Ja: Proszę niech pani to dla mnie zrobi.Dziewczyna się ucieszy.
Amy: No dobrze bardzo Ci dziękuję.Jeżeli mogę spytać dlaczego to robisz?
Ja: Bo sama kiedyś byłam jak pani córka i wyszło mi to na dobre.
Amy: Nie wieże że robisz to wszystko a nawet jej nie znasz.
Ja: Chcę aby jej marzenia się spełniły bo na to zasługuje jak każdy.
Amy: Już jesteśmy dziękuję Ci za to wszystko.
Kobieta wyjęła moje walizki i mnie uściskała.Weszłam do budynku i kierowałam się w stronę odpraw.Wszystko poszło sprawnie i już po 30 minutach siedziałam w samolocie.Lot trwał tylko 2 godziny.Zanim się obejrzałam już lądowaliśmy.Wysiadłam z samolotu, odebrałam bagaże i szukałam moich rodziców jednak ich nigdzie nie było za uwarzyłam jednak mężczyznę z kartką na której widniał napis "Kaitlin Morf".Czyli rodzice nie mieli czasu odebrać mnie z lotniska i przysłali kogoś po mnie.Podeszłam do mężczyzny który przedstawił się jako Bruce -asystent nowego współpracownika mamy. Mężczyzna wziął moją walizkę i zaprowadził mnie do samochodu.Droga minęła w ciszy.Podjechaliśmy pod hotel gdzie roiło się od krzyczących dziewczyn i fotoreporterów.W tłumie zauważyłam kogoś przepychającego się przez resztę ludzi.Chociaż nie widziałam twarzy rozpoznałam w tej osobie Justina.
Ja: Bruce możesz kawałek odjechać.
Bruce: Tak. A jeśli można wiedzieć to dlaczego?
Ja: Widzisz tego gościa-Wskazałam na Jussa.Towarzysz kiwną głową.-To mój chłopak który nie wie że tu jestem i na razie ma się nie dowiedzieć.
Bruce: Niespodzianka?
Ja: Dokładnie.
(...)
Gdy weszłam do wskazanego pokoju wyjęłam szybko jakieś ciuchy z walizki i udałam się do łazienki.Wzięłam szybki i orzeźwiający prysznic.Wychodząc z kabiny owinęłam się ręcznikiem.Usłyszałam dźwięk dzwonka dochodzący z mojego telefonu.Podeszłam do niego i odebrałam nie zwracając uwagi na to kto dzwoni.
Ja: Halo?
Justin: Cześć słońce.
Ja: Hej kochanie.Wreszcie znalazłeś dla mnie chwilę.
Justin: Kaitlin przecież wiesz że nie miałem czasu.Bardzo chciałbym być teraz przy tobie.
Ja: Tak wiem.Przepraszam ale strasznie za tobą tęsknię.
Justin: Ja też.Jeszcze tylko 2 tygodnie.Następnym razem biorę Cię ze sobą.Kochanie muszę kończyć zaraz mam wywiad.
Ja: ok.Kocham cię.Pa.
Justin: Ja ciebie też.
Po rozłączeniu odetchnęłam z ulgą.Ubrałam piżamę i położyłam się spać chociaż było wcześnie strasznie chciało mi się spać.Jak tylko weszłam do łóżka od razu zasnęłam.
Obudziłam się o 10."Dziś go wreszcie zobaczę"to była moja pierwsza myśl.Wstałam i podreptałam do łazienki gdzie umyłam zęby i twarz oraz nałożyłam lekki makijaż.Z walizki wyjęłam czerwoną koszulkę,  jeansowe spodenki i czarne buty za kostkę .Ubrałam się i wyszłam z pokoju na śniadanie.Jak na złość On tam był.Chciałam do niego podbiec i przytulić ale musiałam się powstrzymać.Wdziałam jak się uśmiecha ale to nie był szczery uśmiech.Zjadłam szybkie śniadanie i wyszłam z hotelu.Zatrzymałam taxi i podałam adres pod którym umówiłam się z rodzicami.Gdy dojechałam na miejsce i ujrzałam ich uśmiech sam wkradł mi się na twarz.Wysiadłam, zapłaciłam i ruszyłam w stronę rodziców.Od razu rzuciłam się na mamę a potem na ojca.
Mama: Hej córuś.
Ja: Cześć.
I jak zawsze zadzwonił telefon mamy.Zrobiło mi się trochę smutno bo zawsze praca była ważniejsza.Po chwili wróciła do nas.
Mama: Muszę lecieć.Chcą zmienić warunki umowy.Przepraszam kochanie.
Ja: Ok idź zostanę z tata.
Mama: Pa kocham was.
"My ciebie też" odpowiedzieliśmy razem i mama zniknęła nam z oczu.
Ja: Idziemy na lody?
Tata: Ok. Ale nie wiem gdzie jest lodziarnia.
Ja: Chodź do parku coś znajdziemy.
Park był niedaleko i już po chwili w nim byliśmy.
Tata: Jak ci się układa z Justinem?
Ja: Tatooo...
Tata: No co już nie mogę spytać?
Ja: Nie bój się jeszcze dziadkiem nie zostaniesz.Raczej...
Tata: Co?!
Ja: Tylko żartowałam nie denerwuj się tak.
Tata: Lepiej już tak nie żartuj.
Doszliśmy do lodziarni i kupiliśmy sobie lody.Do 13 30 spacerowaliśmy po parku śmiejąc się razem.
Ja: Tato mam do ciebie prośbę.
Tata: Tak?Jaką?
Ja: Mógłbyś pogadać z mamą?
Tata: O czym?
Ja: O pracy za dużo czasu tam spędza.Michał prawie jej nie widuje nawet weekendy spędza przed komputerem albo papierami.On jest jeszcze dzieckiem potrzebuje matki.
Tata: Wiem ale mama ma całą firmę na głowie.
Ja: Rodzinę też ma.
Tata: Zobaczę co da się zrobić.
Ja: Dziękuję.I mam jeszcze jedną prośbę podwieziesz mnie do hotelu?
Tata: Jasne przecież mieszkamy w tym samym hotelu.
Ja: No tak.
W pokoju byłam o 14 a koncert zaczynał się o 15 30 więc miałam mało czasu.Szybko podeszłam do walizki z której wyjęłam koszulkę z napisem "Kocham cię ty mój Bieberku" i czarne szorty.Wzięłam prysznic i pomalowałam się (kredka,tusz i błyszczyk).Włosy wysuszyłam i zostawiłam naturalne.Założyłam buty, wzięłam torebkę i wyszłam z pokoju.Drzwi obok moich otworzyły się i tyłem do mnie stanął chłopak.Szybko wróciłam do pomieszczenia i zamknęłam za sobą drzwi."Co on tu robi za 40 minut na być na scenie" pomyślałam opierając się o drzwi.Po chwili na korytarzu zrobiło się cicho.Wyszłam i szybko skierowałam się do drzwi wyjściowych.Złapałam taxówke i podałam miejsce koncertu.Na miejscu było pełno ludzi próbujących kupić bilety.Było mi ich żal bo nikomu się to już nie udało.
(...)
Koncert zaczął się piosenką Love Me, Później było Boyfriend, Somebody to Love i jeszcze kilka innych.I w końcu One Less Lonley Girl dziewczyny zaczęły piszczeć i krzyczeć.Podeszła do mnie jakaś kobieta.
Kobieta: Zostałaś wybrana na dziewczynę z piosenki!!!
Ja: JA?!
Kobieta: Tak Ty. Chodź ze mną!
Nieznajoma złapała mnie za rękę i pociągnęła za scenę.Stała tam również Pattie.
Pattie: Kaitlin? Co ty tu robisz?
Ja: Niespodzianke dla Justina!
Pattie: Napewno się ucieszy.
Ja: Mogłabym wyjść chwile wcześniej i go trochę wystraszyć?-Zapytałam z cwaniackim uśmieszkiem.
Pattie: Jasne leć już teraz.
Ja: Dziękuję.
Podeszłam do wejścia jak się spodziewałam Justin był jeszcze u góry.Pokazałam publiczności żeby była cicho i schowałam się za małym filarem.Gdy Juss stał do mnie tyłem podbiegłam do niego i wtuliłam się od tyłu mówiąc
Ja: Tęskniłam kochanie.
Justin: Sorry mam dziewczynę.-Mówił szeptem powoli się do mnie odwracając.
Ja: Wiem.
Tancerze podali mu kwiaty które mi wręczył i dokończył piosenkę.
Justin: Musze im wreszcie powiedzieć-powiedział szybko i mnie pocałował.Rozległy się krzyki przypominające "Justin kto to jest!" lub "Dlaczego ją całujesz!"-To jest Kaitlin moja dziewczyna.Najwspanialsza dziewczyna którą poznałem i kocham ją więc mam nadzieję że też ją za akceptujecie bo każda Beliber jest dla mnie ważna.
Zbiegliśmy ze sceny i udaliśmy się do garderoby Jussa.
Justin: Co tu robisz?
Ja: Jak to co? Jetem na koncercie JUSTINA BIEBERA!
Justin: Musi być bardzo przystojny jak się tak cieszysz.
Ja: Nawet nie wiesz jak bardzo.
Justin: Tak myślałem że wolisz go ode mnie.-Wydął dolną wargę.
Ja: No masz racje on lepie całuje...-Zrobiłam rozmarzone oczy.-Nie fochaj żartowałam.
Justin: To z całowaniem mi pasowało.-podszedł do mnie i pocałował namiętnie.
Ja: A czy ty przypadkiem nie masz koncertu?
Justin: Mam.-I znów całus.
Ja: To może idź na scenę?
Justin: Chodź za mną.
Ja: A ja tam po co?
Justin: No chodź.Boje się sam.
Ja: Zrobisz coś dla mnie.
Justin: Hm?
Ja: Zaśpiewasz U Smile? Uwielbiam tą piosenkę i czekam od początku.
Justin: Dla ciebie wszystko kochanie.
Pociągnął mnie a sobą.Jejku jak on wytrzymuje te krzyki?Śpiewał parząc prawie cały czas w moje oczy.Pośpiewał jeszcze trochę a potem poszedł się przebrać i na M&G.Ja w tym czasie rozmawiałam z Pattie. Po 3 godzinach Juss wrócił do mnie.
Justin: Kiedy przyjechałaś?
Ja: Wczoraj po południu.
Justin: A gdzie spałaś?
Ja: Prawie tam gdzie ty.To znaczy za ścianą.
Justin: Jakoś Cie nie za uwarzyłem.
Ja: Widzisz? Jestem jak James Bond.
Justin: Wracamy mój Jamsie Bondzie( nie wiem jak to się pisze ; D).
Pojechaliśmy do hotelu i Juss oczywiście zaprowadził mnie do swojego pokoju a raczej apartamentu.
Justin:Zostaniesz na noc?-Och te jego oczy i co teraz? Muszę być twarda!
Ja: No nie wiem,nie wiem...
Justin: Czy ty chcesz żeby mnie potwory spod łóżka porwały?
Ja: Jakie potwory?
Justin: No Wczoraj wyszły i powiedziały że jak dziś będę sam to dziś też przyjdą.
Ja: Ok zostanę a te bajki o potworach zostaw dla dzieci.
Justin: Dzieci? Kay chcesz mi coś powiedzieć?
Ja: Tylko tyle że cię kocham.
Justin: Na pewno?
Ja: Tak.A nie chciałbyś dzieci?
Justin: Chyba jeszcze nie teraz.Musimy skończyć szkołę,dzieci to duży obowiązek.A ty byś chciała?
Ja: Nic na siłę.I wiesz muszę jeszcze ojca poszukać bo sama sobie dziecka nie zrobię.
Justin: Ej a ja to co?
Ja: Och no tak zapomniałam o tobie.Zaliczasz się do rezerwowych,może..
Justin: Pff...-Złożył ręce na piersi i odwrócił się ode mnie.
Ja: Przecież wiesz że chcę mieć z tobą dzieci.-Przytuliłam się do niego.
Justin: To bierzemy się do roboty!
Zaczął mnie całować.Po zbliżeniu położyłam się na jego klatkę piersiową.
Ja: Kocham Cię.
Justin: Ja Ciebie też nawet nie wiesz jak bardzo.
Oboje zasnęliśmy wtuleni w siebie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam was że tak długo nie było miałam trochę problemów rodzinnych ale już jest ok i będę starać się częściej dodawać rozdziały.

czwartek, 16 stycznia 2014

Rozdział 11

Ja: Justin wstawaj nie ma czasu!
Justin: A coś na zachętę?
Ja: Co byś chciał?
Justin: Buzi!
Ja: Ale potem idziesz się ubierać?
Justin: Tak.
Podeszłam do niego i dałam całusa.Próbował pogłębić pocałunek ale nie pozwoliłam mu na to odsuwając się.Jak obiecał wstał i ubrał się.Poszliśmy zjeść śniadanie.Na zewnątrz czekał już na nas samochód, który zawiózł nas na lotnisko."To najgorszy dzień mojego życia!" pomyślałam gdy ujrzałam odlatujące samoloty.
W oczach miałam już łzy ale po wstrzymywałam się od płaczu.Wysiedliśmy z auta i kierowaliśmy się w stronę budynku.Podszedł do nas jakiś mężczyzna,kogoś mi przypominał.
Justin: Kaitlin poznaj mojego managera Scootera. Scoot to moja dziewczyna Kaitlin.
Scoot(Scooter): Hej miło mi cię poznać. Dużo o tobie słyszałem.
Ja: Mi również miło. Ciekawa jestem co takiego słyszałeś.
Scoot: Hm...Ze jesteś piękna,mądra, miła. Oj długo mógłbym wyliczać.
Justin zaczął się rumienić. Ale słodko wyglądał.
Ja: My tu Gadu-Gadu a samolot zaraz odleci bez was.
Scoot: No musimy się zbierać młody.
Justin: A mogę się chociaż pożegnać?
Scoot: Jako że lubię twoją wybrankę serca masz 5 minut.I zaraz wracam.
Justin: Dziękuje dobry człowieku.
Uśmiechnęłam się. Nienawidzę pożegnań i nie jestem w nich dobra.Myślałam tylko o tym że za miesiąc się ponownie zobaczymy.
Justin: Kaitlin jesteś tutaj?-Jego piękny głos wyrwał mnie z chwilowego zamyślenia.
Ja: Przepraszam zamyśliłam się.
Justin: Zrobisz coś dla mnie?
Ja: Jasne.Tylko co?
Justin: Uśmiechnij się.
Ja: Nie potrafię.
Justin: Jestem pewien że potrafisz musisz tylko uwierzyć że nam się uda.
Ja: Wierzę.
Justin: Ale...?
Ja: Nie widzieć cię przez miesiąc?To nie będzie łatwe.
Justin: Dasz radę.A późnej będę przy tobie dzień i noc.Okej?
Ja: Myhym... Kocham Cię pamiętaj o tym.Zadzwoń jak dolecisz.
Justin: Też cię Kocham i nie mógłbym zapomnieć. Na pewno zadzwonię
Złapał mnie delikatnie za biodra i przyciągnął lekko do siebie po czym pocałował mnie namiętnie.W głowie już miałam plan ale o tym trochę później. Wróciłam do domu i zaszyłam się w moim pokoju. Usłyszałam dzwoniący telefon. To Marry, wiedziała że Juss dzisiaj wyjeżdża i będę miała doła.Powiedziała tylko że zaraz będzie.W domu rozległo się pukanie do drzwi.Otworzyłam je i razem z przyjaciółką udałam się do mojego pokoju.Cały dzień spędziłyśmy na rozmowie i oglądaniu romansideł.Marry została u mnie na noc, bo upierała się że teraz nie mogę być sama.Rano wstałyśmy i wykonałyśmy wszystkie poranne czynności.Trochę się zdziwiłam że Justin nie zadzwonił.Może coś się stało?Nie! Nie mogę tak myśleć! Na pewno nic mu nie jest.  W czasie kiedy się zamartwiałam zadzwonił mój telefon. Rzuciłam się w jego stronę jak szalona.
Ja: Halo?
Justin: Hej kochanie.Przepraszam że nie dzwoniłem ale dojechaliśmy do dziadków późno w nocy i nie chciałem Cię budzić.
Ja: Nic się nie stało.Jesteś u dziadków?
Justin: Tak a nie mówiłem Ci?
Ja: Najwyraźniej nie.
Justin: Musiałem zapomnieć.Więc trasa zaczyna się koncertem niedaleko Stratford więc wpadłem do nich.
Ja: Spokojnie nie musisz się tłumaczyć.
Justin: A co tam u ciebie? Trzymasz się jakoś?
Ja: Tak jest dobrze jest u mnie Marry.-Usłyszałam otwieranie drzwi i jakiś głos chyba Scootera.
Scooter: Hej kochasiu zaraz jedziemy na prubę.
Justin: Sama słyszałaś obowiązki wzywają.
Ja: Leć już bo się spóźnisz.
Justin: Czekaj muszę ci jeszcze coś powiedzieć.
Ja: Tak?
Justin: Kocham Cię.
Ja: Ja Ciebie też. Pa.
Justin: Pa. Zadzwonię wieczorem.
I ten przykry dźwięk rozłączania.Nienawidzę go. Przyjaciółka w czasie mojej rozmowy przyglądała się mi z uśmiechem na twarzy.Wie że bardzo zależy mi na Justinie i źle znoszę rozłąkę.Dziś jest piątek więc nie dość że są luźne lekcje to jeszcze początek weekendu.Szczerze?Wcale się z tego nie cieszę.Będę miała więcej czasu do myślenia nad tym co robi Biebs.No cóż muszę to przeżyć.To tylko miesiąc.Dobra koniec tych rozmyśleń pora do szkoły.Poszłyśmy do kuchni i zrobiłyśmy śniadanie które po chwili zjadłyśmy.Wzięłam torbę i poszłyśmy do szkoły.Pierwsza lekcja biologia.Lubie ten przedmiot, siedzę na nim z Jussem ale zdaje mi się że on ma odmienne zdanie na ten temat.Chłopak jeszcze nie wszystko rozumie po polsku więc jest zabawnie.Pierwsze lekcje minęły spokojnie pan od muzyki jest tak zakręcony że nawet nie za uwarzył że Justin wyjechał bo zawsze był na tej lekcji.I wreszcie długa przerwa.Po skończeniu lekcji poszłam na krótki spacer do parku niedaleko mojego domu.Byłam tam prawie do wieczora.Gdy zaczęło się ściemniać postanowiłam wrócić do domu.

{ 2 tygodnie później}

Dziś jest dokładnie połowa wyjazdu Justina.Nie mogę się doczekać jego powrotu.Rozmawiamy codziennie lecz niezbyt długo, on nigdy nie ma czasu.Do dołujące ale wiedziałam że tak będzie.Czasem wieczorem rozmawiamy na Skype.Wiem że dla niego to też nie jest łatwe więc mam dla niego niespodziankę.Moim rodzicom przedłużył się wyjazd i jeszcze przez tydzień będą w Niemczech gdzie mój chłopak jutro ma koncert na który już kupiłam bilet razem z M&G. Poczytałam w necie że tam zostanie na 3 dni więc może znajdzie chwilkę dla mnie.Dziś już lecę do rodziców bo długo się z nimi nie widziałam.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Strasznie przepraszam że tak długo nic nie było ale wiecie koniec semestru. Od poniedziałku mam ferie więc będę dodawać rozdziały w miarę możliwości.